Translate

wtorek, 23 lipca 2013

...idealnie nieidealna mama...

Siedząc w pracy i nie mając zbyt wiele do roboty – może nie powinnam się do tego przyznawać, ale niestety to fakt – zajrzałam dzisiaj na „mądre” mamusiowe forum. Przyznam się bez bicia, że strasznie mnie takie fora drażnią – tona rad i mądrości odnośnie karmienia, ubierania, przewijania i wychowywania dziecka. Większość mam prześciga się w tym, co która wie lepiej. Nie przeczę, że można wyłuskać tam kilka naprawdę przydatnych rzeczy, ale większość to podręcznikowe porady dla idealnych mam, które chcą wychować idealne dzieci - małych geniuszy. patrząc na to co napisałam w poprzednim zdaniu chyba nie muszę dodawać, że irytują mnie mamy, które dziecko wychowują z książką w ręku. Znam jedną z takich mam osobiście i powiem szczerze, że chyba bym sobie w łeb palnęła gdybym tak chuchała i dmuchała na Wredzię. Właśnie sobie uświadomiłam, że gdybym ten fragment posta umieściła na owym przeczytanym przeze mnie forum, czekałby mnie lincz.

Moje dziecko ma 8 miesięcy a próbowalo już wiele „niedozwolonych” dla tego wieku produktów. Ostatnio podgryzała wisienki, porzeczki, agrest, arbuza, zlizała z mojego palca budyń, a nawet poznała smak czekolady – to ostatnie to akurat nie mój pomysł, ale oprócz małego ochrzanu, nie robiłam z tego kolejnej wojny światowej. U książkowych mam takie ekscesy się nie zdarzają.

Moje dziecko nie znosi czapki. Ściąga ją przy każdej możliwej okazji, nawet jak jest to czapka wiązana. W związku z tym, najczęściej chodzi z gołą głową. Większość forumowych mam by mnie za to nadziało na pal, no bo przecież uszka sobie przewieje. Podobnie jest z przeciągami w domu. Staram się tego pilnować, bo niby niezdrowe, ale nie zawsze da radę latać z pokoju do pokoju i zamykać okno za oknem. A chciałabym zauważyć, że jakoś do tej pory Wredzia nawet małego katarku nie miała.

 Nie jestem wzorcową, idealną mamą, której dziecko zawsze jest czyściutkie i pachnące. Zarówno Wredzia jak i ja nie przepadamy za śliniakiem, czego rezultatem są kolorowe plamy na koszulkach. Wredotka obecnie szlaja się po wszystkich kątach w domu. Pcha łapki tam gdzie nie powinna. Nie latam za nią jak kot z pęcherzem, bo tego nie wolno, bo tego nie ruszaj. Owszem wszystkie "niebezpieczne" przedmioty są pochowane, schody odgrodzone, ale moje dziecko jest najszczęśliwsze jak jest brudne i może coś zbroić, więc z ochotą jej na to pozwalam.
 
Patrząc na to moje wychowanie bez podręcznika, aż sama się dziwię, że mam tak grzeczne i rozumne dziecko. Przez większość dnia na jej małym pyszczku gości uśmiech i mam nadzieję, że jak najdłużej tak zostanie... :)
 
Kwiatki też są pyszne!
 

Mama niezdara, więc jemy kaszkę z pościeli!
 

Zostawiliście dziurę, to sobie idę...
 

Czapka? No co Wy!
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz