Siedząc w pracy i nie mając zbyt
wiele do roboty – może nie powinnam się do tego przyznawać, ale
niestety to fakt – zajrzałam dzisiaj na „
mądre” mamusiowe
forum. Przyznam się bez bicia, że strasznie mnie takie fora
drażnią – tona rad i mądrości odnośnie karmienia, ubierania, przewijania i wychowywania dziecka. Większość mam prześciga się
w tym, co która wie lepiej. Nie przeczę, że można wyłuskać tam
kilka naprawdę przydatnych rzeczy, ale
większość to podręcznikowe porady dla idealnych mam, które chcą wychować idealne dzieci - małych geniuszy. patrząc na to co napisałam w poprzednim zdaniu chyba nie muszę dodawać, że
irytują mnie mamy, które dziecko wychowują z książką w ręku.
Znam jedną z takich mam osobiście i powiem szczerze, że chyba bym
sobie w łeb palnęła gdybym tak chuchała i dmuchała na
Wredzię. Właśnie sobie uświadomiłam, że gdybym ten fragment posta umieściła na owym przeczytanym przeze mnie forum, czekałby mnie lincz.
Moje dziecko ma 8 miesięcy a próbowalo
już wiele „niedozwolonych” dla tego wieku produktów. Ostatnio
podgryzała wisienki, porzeczki, agrest, arbuza, zlizała z mojego
palca budyń, a nawet poznała smak czekolady – to ostatnie to
akurat nie mój pomysł, ale oprócz małego ochrzanu, nie robiłam z
tego kolejnej wojny światowej. U książkowych mam takie ekscesy się nie
zdarzają.
Moje dziecko nie znosi czapki. Ściąga
ją przy każdej możliwej okazji, nawet jak jest to czapka wiązana. W związku z tym, najczęściej chodzi z gołą głową. Większość forumowych mam by mnie za to nadziało na pal, no bo przecież uszka sobie przewieje. Podobnie jest z przeciągami w domu. Staram się tego pilnować, bo niby niezdrowe, ale nie zawsze da radę latać z pokoju do pokoju i zamykać okno za oknem. A chciałabym zauważyć, że jakoś do tej pory Wredzia nawet małego katarku nie miała.
Nie jestem wzorcową, idealną mamą,
której dziecko zawsze jest czyściutkie i pachnące. Zarówno
Wredzia jak i ja nie przepadamy za śliniakiem, czego rezultatem są
kolorowe plamy na koszulkach.
Wredotka obecnie szlaja się po wszystkich kątach w domu. Pcha łapki tam gdzie nie powinna. Nie latam za nią jak kot z pęcherzem, bo tego nie wolno, bo tego nie ruszaj. Owszem wszystkie "niebezpieczne" przedmioty są pochowane, schody odgrodzone, ale moje dziecko jest najszczęśliwsze jak jest brudne i może coś zbroić, więc z ochotą jej na to pozwalam.
Patrząc na to moje wychowanie bez podręcznika, aż sama się dziwię, że mam tak grzeczne i rozumne dziecko. Przez większość dnia na jej małym pyszczku gości uśmiech i mam nadzieję, że jak najdłużej tak zostanie... :)
Kwiatki też są pyszne!
Mama niezdara, więc jemy kaszkę z pościeli!
Zostawiliście dziurę, to sobie idę...
Czapka? No co Wy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz