Translate

czwartek, 25 lipca 2013

...w armatę i na księzyc...

Bez bicia przyznaję się, że do ideału mi daleko... ba, powiedziałabym nawet, że więcej mam wad niż zalet - i chodzi mi tu głównie o charakter, bo wygląd to sprawa drugorzędna.

Jestem nadprogramowym cholerykiem z dziada, pradziada. Genetycznie mi się to jakoś tak przypętało. Staram się nad tym panować, ale czasem jest ciężko. Najgorzej jak mi się tak zbiera, zbiera, zbiera, kamyczek po kamyczku, a potem się ten wielki głaz na kogoś wtacza. Publicznie zęby ścisnąć potrafię, bo jakby to wyglądało jakbym stanęła na środku ulicy i machając rękoma klęła na czym świat stoi. Prywatnie, jak w porę uda mi się wyłapać moment wybuchu to zmiatam do łazienki i drzwi zamykam, bo po co Wredotka ma widzieć jak mama lata po domu jak struś pędziwiatr i ustawia Osła po kątach. Zdarza się tak, że momentu tego nie wyłapię, a Osiołek do najbardziej spokojnych osób nie należy również, wtedy gromy sieją spustoszenie, aż mi się czasem głupio robi.
Mam nadzieję, że Wredzia tej cechy po mnie i po dziadku A. nie odziedziczy... chociaż już teraz ma nerwusy, zaciska pięści w kułak i te swoje "wrrr, brrr".

 


Jestem odludkiem jakich mało. Odludkiem, który strasznie łaknie kontaktu z innymi. Niby jedno wyklucza drugie, ale chyba nie w moim wypadku. Wygląda to tak... jak mam ciśnienie i potrzebę to bym zagadała kogoś na śmierć... jak mi ciśnienie opada to potrafię się nie odzywać długie dni, miesiące, a nawet lata... Marzy mi się taka przyjaźń z prawdziwego zdarzenia... niekoniecznie przyjaciółeczki "psiapsiółeczki", jak to w kobiecych przyjaźniach zazwyczaj się objawia. Patrząc na mój charakter to się takiej koleżanki od serca nie doczekam. Ze znajomymi jako takimi też miewam problem, bo mało kontaktowa jestem. Jak kogoś lepiej poznam to ok, potrafię pogadać, pożartować... jak kogoś znam pobieżnie to się mogę wydawać wyniosła... nawet mi kilka osób zwróciło uwagę na to... ale ja po prostu nie umiem gadać z ludźmi, zawsze się boję, że coś głupiego powiem i będzie klops z koperkiem w sosie pomidorowym. Efektem tego najlepiej się czuję sama ze sobą. Od czasu jak pojawiła się Wredotka i Osiołek w moim życiu tego czasu sam na sam z swoimi myślami zostaje mi mało... kocham i jednego i drugiego stwora, ale czasem mam ochotę ich wsadzić w armatę i na księżyc wysłać i posiedzieć trochę w spokoju. Osiołek nauczył się trochę odczytywać kiedy nachodzi mnie właśnie taka potrzeba i wtedy dyskretnie usuwa Wredzię i siebie z pola mojego widzenia. To nie tak, że jestem jakąś okropną matką, którą irytuje własne dziecko. Po prostu czasem jest mi dobrze samej. Nikt mi nie wmówi, że wszystkie matki i żony są tak idealne, że gotowe są z dzieckiem na ręku i mężem na głowie, 24 h na dobę siedzieć. Jak znam siebie to po jakimś miesiącu skończyło by się to kaftanem bezpieczeństwa i zamknięciem w psychiatryku bez klamek.
Jak tak obserwuję Gamonia mojego małego to na razie nie przejawia tych cech mojego charakteru - wręcz przeciwnie. Wredzia zostawiona choć na sekundę sama zaczyna skrzeczeć jak mały kotek, bo jej smutno i pusto. Poza tym mała Srajtka uwielbia dzieci. Mam wrażenie, że drugie dziecko to dla niej zabawka, która się rusza i właśnie to się jej podoba. Kombinuję trochę jak tu znaleźć dla małej koleżankę, z którą od czasu do czasu mogłaby pohasać... ale nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze ze względu na tą moją małą kontaktowość... po drugie trochę się obawiam reakcji innych mam na rączkę Wredotki. Ja tej małej "wady" na co dzień nie zauważam, ale nie wiem jak inni będą się do tego odnosić. Może kiedyś się przełamię i wyciągnę jakąś koleżankę na spacer lub herbatę do ogródka... zobaczymy.


 
 
Inspiracją do tego posta był telefon od wirtualnej przyjaciółki, z którą swojego czasu byłyśmy w sieci nierozłączne. Przeniosłyśmy także znajomość poza sieć, ale jak to ze mną bywa... wszystko jakoś tak się rozeszło. Teraz skupiamy się na kontakcie sporadycznym, inicjowanym najczęściej z jej strony... głupio mi z tego powodu... ale... liczę na to, że kiedyś się zmienię.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz