Translate

czwartek, 18 lipca 2013

...monolog bez ładu i składu?...

Od dwóch dni mamy gości... teściowie wpadli z wizytą, bo się stęsknili za Wredotką. W planach mieli pewnie wakacyjny odpoczynek, ale nie jestem pewna, czy przy młodej im się to uda. Tym bardziej, że ich w piątek chcemy wynająć jako nianie na wieczór i wyrwać się do znajomych na grilla. Trzeba sobie trochę przypomnieć jak to się bawią dorośli jak dziecka nie ma obok.

Większość ludzi na teściów narzeka. No może źle się wyraziłam, nie tyle na teściów, co na teściowe. Ja mam ten luksus, że robić tego nie muszę. Fajna babka z tej mojej drugiej mamuśki. Fakt nawet najwspanialsi teściowie miewają czasem takie pomysły, że człowiek by ich w łyżce herbaty utopił, ale wtedy trzeba szczękę zacisnąć i przeczekać. Na razie udaje mi się to dość sprawnie i oby (odpukać) tak zostało.

Osiołek chyba się cieszy, że ma towarzystwo i nie musi cały dzień wysłuchiwać tylko „mama baba nie”. Taki jakiś od dwóch dni chodzi milusiński i przyczepny, że aż się muszę czasem od niego odpędzać jak od natrętnego trutnia, bo ileż czułości może znieść jedna niedotykalska baba? :P Wracając do teściów, to ja jako tako na razie nie odczułam jeszcze za bardzo ich obecności, bo przez większość czasu po prostu mnie nie ma, a jak już jestem to się chcę trochę z moim dzieckiem poprzytulać, bo mi się coraz bardziej szkoda robi, że ona tak szybko rośnie... śmieszne co nie? Ma dopiero niecałe 8 miesięcy, a ja mam wrażenie, że się zrobiła już całkiem inna niż była i staram się łapać wszystkie sekundy, bo ona z dnia na dzień nabywa nowe umiejętności. Ani się obejrzeć, a będzie trzaskała drzwiami i strzelała fochy, bo matka z ojcem nie rozumieją jej dojrzewających potrzeb :D

Wiem, wiem trochę wyolbrzymiam, bo do dorastania jeszcze długa droga – zapewne niełatwa. Trochę się martwię co to się będzie działo jak Wredotka pójdzie do dzieci. No niby ma tylko troszkę inną tą jedną łapkę, ale dzieci bywają okrutne... wyśmiewają się z okularów, pieg, nadmiernej tuszy, czy biedy... więc ta moja mała łapka też się może stać przyczyną jakichś tam utrudnień w kontaktach z rówieśnikami. Po cichu liczę na to, że się obejdzie bez większych, czarnych scenariuszy, ale na wszelki wypadek nauczę Wredzię kilku ciosów poniżej pasa... żeby dała sobie radę z natrętami.

Nie ma to jak zboczyć z tematu teściów, na problem adaptacji Wredotki wśród rówieśników, który na dobrą sprawę problemem jeszcze nie jest... ehh... tylko ja miewam takie zdolności.

Wczoraj wybyłam na szkolenie – pasjonujące jak flaki z olejem. Tematyka nie z mojej bajki – płace i ich korekty. W sumie od czasu powrotu z macierzyńskiego w jakiś tam sposób jest to moja bajka, ale... mnie po prostu to nie kręci. Się czułam jak mały szczyl wśród tych wszystkich „dorosłych” księgowych. To chyba jedyna sytuacja, w której ostatnimi czasy się młodo czuję. Niby nie doczołgałam się nawet do 30-tki... jeszcze 3 lata przede mną do magicznej trójki z przodu... ale jak przychodzą do nas stażyści z dokumentami – niewiele przecież młodsi ode mnie – i mówią, „dzień dobry Pani”... to serce się człowiekowi kraje :(

Koniec!! Zaczynam się pogrążać, starczy pisania na dzisiaj! Zdecydowanie widać, że cierpię na brak językowego (w sensie plotkarskiego, bez głupich skojarzeń!) towarzystwa. Ale tak to już bywa jak człowiek odgoni od siebie wszystkich...

Poniżej rezultat dorwania się teścia do aparatu (zdjęć chyba z 300 wczoraj stuknęło):
 

Nie cwaniakuj mi tutaj!

 Nie chcą mi dać jeść - zjem króliczka!
 

Poczytamy? 
 

Uciekam, uciekam - ups... ojciec czujny :)
 

Tato, bo się posikam!
 

Mamusia wróciła...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz