Translate

niedziela, 14 lipca 2013

Ha!... Mamama ma :D

Wczoraj nawet nie miałam czasu pisać... znaczy się czas gdzieś by się znalazł, ale ponieważ sobota to dzień mamusi i córusi to nawet mi się nie chciało włączać komputera...

Jak wygląda taki dzień mamusino-córusiowy? Pobudka koło 6 rano - slaby punkt programu, ale nic na to nie poradzę... Wredotka codziennie koło 6:00 otwiera oczy i leży grzecznie na brzuchu z nosem przy szczebelkach do czasu aż ktoś się w dużym łóżku poruszy... jak tylko zobaczy, że mama choć minimalnie się poruszyła z uśmiechem aniołka na mordce wszczyna raban i chcąc nie chcąc trzeba wywlec tyłek i się nią zająć.
Wczoraj przywitała mnie aromatycznie pachnąca pielucha - chyba specjalnie na rozbudzenie, bo wyjątkowo miałam problem z odklejeniem powiek... i Wredotka, która nie miała najmniejszej ochoty czekać w spokoju aż nowy pampers zagości na jej tyłku. Kapryśna panna odmowiła śniadania w formie mleka, więc zaspana matka musiała jej zrobić kaszkę bananową - mniam mniam...
Często się zastanawiam skąd u dzieci tyle siły z samego rana... zanim ja odzyskam wigor po wyjściu spod kołdry mija z dobra godzina... Wredotka od razu po śniadaniu macha rękoma i nogami i kręci się po podłodze jakby ją ktoś kijem poganiał. Biega w sposób czysto żołnierski z jednego końca pokoju na drugi... masakrując wszystkie zabawki, które staną jej na drodze. I tak się kręci z dobre dwie godziny, zanim nie padnie... Padając robi "eeeee", to znak, że mama ma się polożyć koło niej na kocu i miziać ją do zaśnięcia...
Jak tylko Wredzia otwiera oczy po drzemce następuje powtórka z rozrywki i tak aż do wieczora... karmienie, szalenie, drzemka...

Jak tak na Wredotkę patrzę to aż dziw człowieka bierze, jak takie małe coś szybko się rozwija... w tydzień nauczyła się czołgać jak zawodowiec, w dwa dni nauczyła się sama siadać na podłodze, a co najważniejsze wczoraj przywitała mnie wreszcie pięknym, wyraźnym "mama" - nawet mam na to dowód, żeby nie było, ha!


Taka się wczoraj czułam wypompowana, że wieczorem jak Wredzia poszła spać zamiast siąść przed komputerem i zrelaksować się... wzięłam się za lepienie z modeliny... co skończyło się tym, że modelina była porozrzucana po całym pokoju, a ja byłam wściekła, że mam dwie lewe ręce... i nawet przekonywania Osiołka, że jest inaczej nic mi nie dały.

Ech... koniec relaksu... mała srajtka zaczyna pokrzykiwać "am am", czyli czas karmienia nadszedł... lepiej zbieram tyłek, bo inaczej zaciśnie piąstki i pokaże jaka to się "wrrrrr" zła robi :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz